Belgijskie stowarzyszenie Grootouders voor het Klimaat (Dziadkowie dla Klimatu) zdobyło w 2021 r. Nagrodę EKES-u dla Społeczeństwa Obywatelskiego w dziedzinie działań na rzecz klimatu dzięki swej kampanii „Nasze oszczędności dla ich przyszłości”. Celem kampanii było zachęcenie około 2,4 mln starszych Belgów do reinwestowania oszczędności – szacowanych wówczas na około 910 mld EUR w aktywach – w bardziej zrównoważone projekty. EKES Info rozmawiał z Grootouders voor het Klimaat o obecnym stanie klimatu i zrównoważonego finansowania, a także o oczekiwaniach i planach związanych z przyszłością.

Belgijskie stowarzyszenie Grootouders voor het Klimaat (Dziadkowie dla Klimatu) zdobyło w 2021 r. Nagrodę EKES-u dla Społeczeństwa Obywatelskiego w dziedzinie działań na rzecz klimatu dzięki swej kampanii „Nasze oszczędności dla ich przyszłości”. Celem kampanii było zachęcenie około 2,4 mln starszych Belgów do reinwestowania oszczędności – szacowanych wówczas na około 910 mld EUR w aktywach – w bardziej zrównoważone projekty. EKES Info rozmawiał z Grootouders voor het Klimaat o obecnym stanie klimatu i zrównoważonego finansowania, a także o oczekiwaniach i planach związanych z przyszłością.

Czy po trzyletniej kampanii widzą Państwo wymierne wyniki? Jak ogólnie oceniliby Państwo sytuację pod względem finansowania działań w związku ze zmianą klimatu i zrównoważonego finansowania w Belgii? Czy nastąpił postęp i czy znaczenie tych kwestii przebija się bardziej do świadomości obywateli?

Nagroda EKES-u była dla nas ważnym wyrazem uznania i poparcia. Często wspominaliśmy o niej w kontaktach z rządem, innymi organizacjami wspierającymi i współobywatelami. Pomogła nam w dalszym nawiązywaniu kontaktów i rozwijaniu kampanii zarówno z myślą o innych seniorach, jak i o młodszych pokoleniach. Przygotowywaliśmy w tym celu prezentacje, warsztaty oraz serie wykładów o zrównoważonym finansowaniu.

Zauważyliśmy, że poruszanie tego tematu wciąż nie jest czymś oczywistym, choć w Europie podejmuje się istotne wysiłki legislacyjne (systematyka, Zielony Ład, dyrektywa w sprawie sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju, dyrektywa w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju itd.). Dzięki temu przedsiębiorstwa i sektory podejmują coraz więcej inicjatyw, do których możemy się odnieść. Napawa to nadzieją i dowodzi, że działanie jest konieczne, jak niestety po raz kolejny pokazują (niewystarczające) wyniki osiągnięte na COP w Baku.

Z niedawnego badania wynika, że nasze działania uświadamiające są nadal bardzo potrzebne. Zaledwie 5–15% inwestorów korzysta z prawa do tego, by od swych instytucji finansowych domagać się uwzględnienia preferencji dotyczących zrównoważonego rozwoju. Musimy zatem nadal nad tym pracować.

Czego oczekują Państwo od COP29? Czy uczestniczą Państwo w konferencji, jeśli nie bezpośrednio, to wspierając 12-letniego chłopca Ferre i jego dziadków? Czy uważają Państwo, że finansowanie działań w związku ze zmianą klimatu jest kluczowym elementem sprawiedliwej transformacji?

W chwili prowadzenia wywiadu konferencja COP29 właśnie się skończyła. Od samego początku udzielaliśmy pełnego wsparcia finansowego i pomagaliśmy w działaniach komunikacyjnych 12-letniemu chłopcu Ferre, który wraz z dziadkami – członkami Grootouders voor het Klimaat – udał się do Baku, by uczestnicy spotkania wysłuchali głosu dzieci. Chcielibyśmy również podziękować wszystkim seniorom i organom, którzy to umożliwili.

COP29 musiała dotyczyć finansowania działań w związku ze zmianą klimatu, ponieważ jest to rzeczywiście niezbędne dla sprawiedliwej transformacji. Niestety w Baku zobaczyliśmy, że postępy w tym zakresie są wciąż niewystarczające. Nasze przesłanie się nie zmieniło, są pieniądze i zwracamy się do tych, którzy znajdują się w ich posiadaniu, by przyjęli na siebie odpowiedzialność i wykorzystali je w sposób zrównoważony z myślą o przyszłości naszych wnuków.

O jakich ostatnich projektach Grootouders voor het Klimaat chcieliby Państwo wspomnieć? Czy w przygotowaniu są jakieś nowe projekty?

Patrzymy w przyszłość z nadzieją. W 2025 r., dziesięć lat po zawarciu porozumienia paryskiego, szerokie rzesze przedstawicieli Grootouders voor het Klimaat zwrócą się do innych starszych osób, które należą do dużych organizacji skupiających seniorów we Flandrii. Prowadzimy przygotowania, by kilkadziesiąt przedstawicieli naszej organizacji mogło udać się do szkół w celu uczestniczenia w dyskusji o klimacie w atmosferze pełnego zaufania, z gotowością do pomocy i wysłuchania dzieci.

Opracowaliśmy kilka warsztatów, w tym jeden na temat zrównoważonych oszczędności i inwestycji, które oferujemy bezpłatnie wszystkim lokalnym oddziałom organizacji seniorów. Już teraz obserwujemy duży entuzjazm. Pod koniec listopada 2025 r. organizujemy wielkie wydarzenie finałowe. Mamy nadzieję, że nie będzie ono końcem, lecz raczej początkiem rosnącego zaangażowania w przyszłość.

Hugo Van Dienderen jest współzałożycielem oraz współprzewodniczącym organizacji Grootouders voor het Klimaat. Powstała ona w 2019 r. jako niezależny ruch seniorów – głównie dziadków i babć – którzy chcą zostawić przyszłym pokoleniom świat nadający się do życia.

Na zdjęciu: Ferre z dziadkami należącymi do Grootouders voor het Klimaat na COP29 w Baku. Ferre miał okazję podzielić się swoimi obawami związanymi z kryzysem klimatycznym z wieloma ważnymi osobistościami.

Czy zrównoważone inwestycje mogą przyczynić się do ocalenia świata? Sektor finansowy ulega niezwykłej przemianie w obliczu wyzwań środowiskowych i społecznych. Dr Brigitte Bernard-Rau z Uniwersytetu w Hamburgu analizuje inwestowanie zaangażowane społecznie – nową potężną strategię inwestycyjną. Jest to radykalna zmiana sposobu myślenia o roli kapitału i finansów w społeczeństwie, podważająca tradycyjną koncepcję, zgodnie z którą inwestorzy muszą wybierać między zarabianiem a zmienianiem świata na lepsze. 

Czy zrównoważone inwestycje mogą przyczynić się do ocalenia świata? Sektor finansowy ulega niezwykłej przemianie w obliczu wyzwań środowiskowych i społecznych. Dr Brigitte Bernard-Rau z Uniwersytetu w Hamburgu analizuje inwestowanie zaangażowane społecznie – nową potężną strategię inwestycyjną. Jest to radykalna zmiana sposobu myślenia o roli kapitału i finansów w społeczeństwie, podważająca tradycyjną koncepcję, zgodnie z którą inwestorzy muszą wybierać między zarabianiem a zmienianiem świata na lepsze.

Brigitte Bernard-Rau

Sektor finansowy przechodzi niezwykłą transformację w świecie zmagającym się z niespotykanymi wcześniej wyzwaniami środowiskowymi i społecznymi: od zmiany klimatu i utraty różnorodności biologicznej po bezpieczeństwo żywnościowe, nierówności, dobrostan i opiekę zdrowotną. Inwestowanie społeczne stało się potężnym narzędziem podważającym tradycyjną koncepcję, wedle której inwestorzy muszą wybierać między zarabianiem a zmienianiem świata na lepsze. Ale czym jest dokładnie inwestowanie społeczne i czym się różni od innych form zrównoważonego finansowania?

Zrozumienie inwestowania społecznego

Inwestowanie społeczne oznacza diametralną zmianę sposobu myślenia o roli kapitału i finansów w społeczeństwie. Zgodnie z definicją Global Impact Investing Network (GIIN) jest to strategia inwestycyjna obejmująca „inwestycje dokonywane w celu wywołania pozytywnych, wymiernych skutków społecznych i środowiskowych w połączeniu ze zwrotem finansowym”. Ta pozornie prosta definicja daje jednak mylne wyobrażenie o jego bardzo złożonym potencjale transformacyjnym.

Aby w pełni pojąć szczególną rolę inwestowania społecznego w nowoczesnych finansach wraz z jego materialistycznym podejściem, trzeba zobaczyć, gdzie sytuuje się ono w szerszym spektrum podejść inwestycyjnych. Z jednej strony istnieją tradycyjne inwestycje, w których nadrzędne znaczenie mają zwrot finansowy i maksymalizacja zysków, a względy społeczne i środowiskowe w ogóle się nie liczą w procesie decyzyjnym. W tym kontinuum napotykamy coraz bardziej wyrafinowane podejścia do czynników efektywności społecznej i środowiskowej, które prowadzą do różnorodnych inwestycji w ramach zrównoważonego finansowania. Pośród nich inwestowanie społeczne jest doskonałą strategią, która przynosi pozytywne i głębokie zmiany, łącząc zwrot finansowy z celami społecznymi i środowiskowymi.

Podejścia inwestycyjne w skrócie to:

  • tradycyjne inwestycje skupiają się wyłącznie na zwrocie finansowym z pominięciem czynników społecznych i środowiskowych i są od dawna podstawą rynków kapitałowych,
  • włączenie ESG polega na uwzględnieniu czynników ESG (z zakresu ochrony środowiska, polityki społecznej i ładu korporacyjnego) jako wskaźników ryzyka w decyzjach inwestycyjnych, lecz nie są one postrzegane jako główny sposób pobudzenia inwestycji,
  • zrównoważone finansowanie uwzględnia kwestie ESG w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych, a zrównoważony rozwój jest postrzegany jako sposób tworzenia wartości; wspiera inwestycje, które pozwalają podołać wyzwaniom związanym ze zrównoważonym rozwojem, i przynosi pozytywne zmiany społeczne i środowiskowe; obejmuje również inwestycje w transformację, czyli przedsięwzięcia, które są już dziś przyjazne środowisku (zielone finansowanie), oraz przestawienie się z biegiem czasu na przyjazny środowisku poziom efektów (finansowanie transformacji),
  • inwestowanie społeczne odnosi się do poważnej zmiany na rynkach finansowych i do „znacznej reorientacji w kierunku oddziaływania” oraz odpowiada na pytanie, czy inwestycje w zrównoważony rozwój przyczyniają się do tworzenia lepszego świata, a zatem jest najbardziej świadomym podejściem, zgodnie z którym do wymiernych i pozytywnych skutków społecznych i środowiskowych przywiązuje się tę samą wagę co do zwrotu finansowego.

Dwa oblicza inwestowania społecznego: dostosowane do skutków i wywierające wpływ

W ramach inwestowania społecznego można wyróżnić inwestycje dostosowane do skutków i wywierające wpływ. To rozróżnienie pomaga inwestorom zrozumieć nie tylko to, gdzie trafiają ich pieniądze, lecz również w jaki sposób przyczyniają się one do pozytywnych przemian.

  • Inwestycje dostosowane do skutków wspierają przedsiębiorstwa, które w ramach działalności i wyników wykazały się już konstruktywnymi praktykami środowiskowymi i społecznymi oraz zaangażowaniem w wywieranie pozytywnego wpływu.
  • Inwestycje wywierające wpływ przyczyniają się natomiast to wypracowywania nowych rozwiązań problemów społecznych i środowiskowych, skupiając się często na transformacji i zmianie systemowej.

To teoretyczne rozróżnienie przejawia się w zastosowaniach w świecie rzeczywistym w różnych sektorach.

Czysta energia

W ramach transformacji w kierunku czystej energii inwestycje dostosowane do skutków mogą obejmować zakup udziałów w mających ugruntowaną pozycję przedsiębiorstwach z sektora energii odnawialnej lub produkujących pojazdy elektryczne. Te przedsiębiorstwa przyczyniają się już do zrównoważenia środowiskowego poprzez swoje podstawowe modele biznesowe. Inwestycje wywierające wpływ w tym samym sektorze mogą zamiast tego koncentrować się na finansowaniu przedsiębiorstw typu start-up na wczesnym etapie rozwoju, które zajmują się technologią akumulatorów. Mogą również finansować innowacyjne projekty wspólnotowe w zakresie energii słonecznej na obszarach o niedostatecznym dostępie do usług i pomagać w wypracowywaniu całkowicie nowych rozwiązań problemów energetycznych.

Rolnictwo zrównoważone

Kolejnym dobitnym przykładem jest sektor rolnictwa zrównoważonego. Inwestorzy dopasowujący się do skutków mogą wspomagać producentów żywności ekologicznej o ugruntowanej pozycji lub zrównoważoną działalność rolną. Natomiast inwestorzy wywołujący wpływ mogą skupiać się na opracowywaniu nowych technik rolnictwa regeneracyjnego lub rewolucyjnych rozwiązań w zakresie rolnictwa miejskiego, które mogą przekształcić sposób produkcji żywności.

Skutki społeczne

W sferze społecznej inwestycje dostosowane do skutków często wspierają przedsiębiorstwa, które realizują zdecydowaną politykę w zakresie różnorodności oraz stosują uczciwe praktyki pracy. Z kolei inwestycje wywierające wpływ mogą służyć do finansowania nowych, przystępnych cenowo osiedli mieszkaniowych lub przecierać szlaki dla technologicznych rozwiązań edukacyjnych w społecznościach, które mają ograniczony dostęp do usług. W ten sposób mogą przyczyniać się do wytyczania nowych dróg do sprawiedliwości społecznej.

Proces inwestycji: od zamierzenia do wpływu

Skuteczne inwestowanie społeczne wymaga rygorystycznego procesu, który rozpoczyna się od wyznaczenia jasnych celów z myślą o pozytywnych zmianach społecznych i środowiskowych. Inwestorzy muszą określić pożądane efekty środowiskowe lub społeczne, wytyczyć wymierne cele, a także często dostosować je do ustalonych ram, takich jak globalny wskaźnik ONZ dotyczący 17 celów zrównoważonego rozwoju oraz związanych z nimi 169 zadań wyznaczonych w Agendzie 2030.

To celowe działanie odróżnia inwestowanie społeczne od innych form zrównoważonego finansowania. Wymaga od inwestorów zorientowanych na oddziaływanie społeczne rozpoczęcia procesu należytej staranności, by ocenić skrupulatnie zarówno wyniki finansowe, jak i zdolność wywoływania i mierzenia pozytywnych skutków społecznych lub środowiskowych.

Ocena finansowa inwestycji jest utrwaloną praktyką, która opiera się na ujednoliconych wskaźnikach i rzetelnej metodologii. Ocena kwestii pozafinansowych, takich jak skutki społeczne i środowiskowe, jest jednak stosunkowo mniej dopracowana i nie bazuje na uniwersalnych ramach. Inwestorzy muszą zatem wykroczyć poza tradycyjną analizę finansową, aby oszacować stopień zaangażowania przedsiębiorstwa w wywieranie wpływu. Obejmuje to ocenę udziału kadry kierowniczej w realizacji celów, jej zdolności do skutecznego pomiaru oddziaływania, a także do przejrzystego ujawniania i zgłaszania wyników. Proces oceny często polega również na analizie konkretnych wskaźników dostosowanych do celów inwestycji, co zapewnia zgodność z uznanymi ramami, takimi jak IRIS+ lub Impact Management Project (IMP, 2024 r.).

Ponadto, aby usprawnić proces należytej staranności, niezbędne jest rozróżnienie między „wpływem przedsiębiorstwa” a „wpływem inwestora”. Wpływ przedsiębiorstwa to bezpośrednie skutki społeczne lub środowiskowe uzyskane dzięki działalności i produktom przedsiębiorstwa. Wpływ inwestora to natomiast ingerencja inwestorów w postępowanie i wyniki przedsiębiorstwa poprzez wybory inwestycyjne i strategie zaangażowania. Zrozumienie tej różnicy jest konieczne do dokładnej oceny ogólnego wpływu inwestycji oraz do opracowania skutecznych praktyk pomiaru oddziaływania.

Wyzwania, złożoność i rozważania

Pomimo pokładanych w nim nadziei inwestowanie społeczne napotyka poważne przeszkody:

  1. Pomiar oddziaływania: z powodu braku standardowych wskaźników pomiaru trudno jest określać ilościowo lub porównywać wyniki społeczne i środowiskowe. Przejrzystość, rygorystyczne monitorowanie wskaźników oddziaływania oraz sprawozdawczość w tym zakresie mają pierwszoplanowe znaczenie dla spójności i rozliczalności, dzięki czemu udaje się unikać gołosłowności.
  2. Problemy ze wskazaniem, co doprowadziło do zmiany: niełatwo jest wyodrębnić skutki konkretnych inwestycji w kontekście szerszej zmiany systemowej i przypisać je do inwestycji danego podmiotu. W zakresie inwestowania społecznego wciąż trudne jest ustalenie, w jakim stopniu zaobserwowaną zmianę wywołała bezpośrednio konkretna inwestycja. Na przykład lepsza realizacja celu zrównoważonego rozwoju nr 3 – „Dobre zdrowie i jakość życia” – może być wynikiem połączenia inwestycji w placówki opieki zdrowotnej, kształcenie i infrastrukturę, a nie jednej ukierunkowanej inwestycji. Opracowanie metodologii, takich jak analiza kontrfaktyczna oraz porównanie grup kontrolnych, jest niezbędne, lecz wymaga dużych nakładów i nie zawsze wchodzi w grę, zwłaszcza w przypadku mniejszych projektów lub na rynkach rozwijających się.
  3. Marketing pseudospołeczny: wyolbrzymione bądź fałszywe twierdzenia przedsiębiorstw lub funduszy dotyczące skutków społecznych lub środowiskowych podważają zaufanie do sektora. Aby podtrzymać zaufanie i uczciwość w całym obszarze inwestowania społecznego, bardzo istotne są przejrzysta sprawozdawczość i zweryfikowane twierdzenia dotyczące wpływu (ITF). Zasadnicze znaczenie dla wiarygodności mają jasne standardy pomiaru oddziaływania, rzetelne metody weryfikacji, audyty przeprowadzane przez osoby trzecie oraz niezależna certyfikacja.

Uwolnienie potencjału transformacyjnego inwestowania społecznego

Inwestowanie społeczne jest głównym zaczynem głębokiej transformacji globalnego finansowania, a nie tylko kolejną strategią inwestycyjną. Jest zasadniczą zmianą postrzegania roli finansów w społeczeństwie. Podważa tradycyjne przekonanie, że zwrot finansowy oraz pozytywne skutki społeczne i środowiskowe muszą następować oddzielnie.

Ewolucja inwestowania społecznego pokazuje, że inwestorzy mogą łączyć dążenie do zysku z konstruktywnymi przemianami społecznymi i środowiskowymi. Jest to przekonujące podejście do systemu finansowego, który służy zarówno ludziom, jak i planecie dzięki scaleniu celów z zyskiem.

Brigitte Bernard-Rau jest badaczką ze stopniem doktora i członkinią rady naukowej w Szkole Biznesu, Ekonomii i Nauk Społecznych Uniwersytetu w Hamburgu. Jej badania dotyczą głównie oceny punktowej ESG i agencji ratingowych, zrównoważonego finansowania, inwestowania odpowiedzialnego i zaangażowanego społecznie, a także społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw. Wydała niedawno „Sustainability Stories: The Power of Narratives to Understand Global Challenges” (Springer Nature, 2024). Książka ta zawiera ponad trzydzieści inspirujących opowieści autorów z całego świata, którzy omawiają różne sposoby angażowania się na rzecz wspólnego dobra i dokonywania zmian na lepsze w społecznościach, praktyce zawodowej i życiu codziennym.

 

Photo by Lucie Morauw

Młoda aktywistka na rzecz klimatu i praw człowieka oraz współzałożycielka ruchu „Youth for Climate Belgium” Adélaïde Charlier mówi, co jest nie tak w porozumieniu klimatycznym COP29, które właśnie wynegocjowano w stolicy Azerbejdżanu Baku. Wynik szczytu COP29 zawiódł nadzieje wielu obserwatorów i jest symbolem nierówności klimatycznych. Szczególnie rozgoryczone są kraje w trudnym położeniu oraz społeczeństwo obywatelskie.

Młoda aktywistka na rzecz klimatu i praw człowieka oraz współzałożycielka ruchu „Youth for Climate Belgium” Adélaïde Charlier mówi, co jest nie tak w porozumieniu klimatycznym COP29, które właśnie wynegocjowano w stolicy Azerbejdżanu Baku. Wynik szczytu COP29 zawiódł nadzieje wielu obserwatorów i jest symbolem nierówności klimatycznych. Szczególnie rozgoryczone są kraje w trudnym położeniu oraz społeczeństwo obywatelskie.

Ostatnia konferencja klimatyczna COP29 w Baku podzieliła świat i zwłaszcza mieszkańcy krajów w trudnym położeniu oraz społeczeństwo obywatelskie wyrażają głęboką frustrację, że kompletnie zlekceważono ich racje. Porozumienie wprawdzie osiągnięto – do 2035 r. do krajów rozwijających się ma trafiać 300 mld USD rocznie, aby ułatwić im przystosowanie się do zmiany klimatu. Jednak zdecydowanie nie zaspokaja to pilnych potrzeb tych, którzy w pierwszej kolejności odczuwają skutki kryzysu klimatycznego.

„Brak porozumienia jest lepszy niż złe porozumienie”

W przeddzień planowanego przyjęcia ostatecznego porozumienia Harjeet Singh, dyrektor ds. globalnego zaangażowania organizacji Inicjatywa na rzecz Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Paliw Kopalnych, zastrzegł, że „brak porozumienia jest lepszy niż złe porozumienie”. Jego oświadczenie wyrażało rosnące napięcia pomiędzy krajami odczuwającymi skutki zmiany klimatu, społeczeństwem obywatelskim oraz bogatymi regionami świata. W niedzielę deklaracja uczestników konferencji pozbawiła wszystkich jakichkolwiek złudzeń – wyznaczono tylko jeden cel finansowy: 300 mld USD rocznie do 2035 r. Jest to kuriozalne, ponieważ ten poziom jest znacznie niższy od tego, czego wspólnie domagały się kraje w trudnym położeniu (1,3 bln USD na przystosowanie się do zmiany klimatu, łagodzenie jej skutków oraz przeciwdziałanie stratom i szkodom).

Przyjęte porozumienie jest powiązane z nowym zbiorowym celem ilościowym, który ma finansować transformację klimatyczną w krajach rozwijających się. Choć jego pułap jest trzykrotnie wyższy niż cel 100 mld USD, który wyznaczono w 2009 r. i po dwuletnim opóźnieniu zrealizowano dopiero w 2022 r., to nadal zupełnie nie wystarcza. Gdy do zobowiązania z 2009 r. wysokości 100 mld USD doliczy się inflację, wyniesie ono 258 mld USD do 2035 r. To oznacza, że faktyczny wzrost całego obecnego zobowiązania to zaledwie 42 mld USD. Tymczasem kraje w gorszym położeniu postulowały pomoc rzędu bilionów, nie miliardów.

Struktura proponowanego celu finansowego rozczarowuje tak jak i sama kwota. Brakuje konkretnych zobowiązań w zakresie mechanizmów finansowania publicznego, takich jak dotacje lub subsydia, które są niezwykle potrzebne krajom globalnego Południa.

Nie ma też celów cząstkowych dla odpowiedniego finansowania działań w zakresie łagodzenia skutków zmiany klimatu, przystosowania się do niej oraz przeciwdziałania stratom i szkodom. Zamiast skupić się na przystosowaniu do zmiany klimatu, nadmiernie zaakcentowano cel jej łagodzenia, który jest finansowany głównie przez wielostronne banki rozwoju i sektor prywatny. To pokazuje, że od 2009 r. nie wyciągnięto wniosków, gdyż już wtedy przystosowanie się do zmiany klimatu było znacznie niedofinansowane. Problem pogłębiał brak rozliczalności i specjalnego finansowania strat i szkód.

Zresztą o stratach i szkodach jedynie napomknięto, natomiast nie uwzględniono ich wyraźnie w porozumieniu. W znacznym stopniu dopuszczono również daleko posunięte uzależnienie od finansowania prywatnego, w tym partnerstw publiczno-prywatnych, inwestycji prywatnych o ograniczonym ryzyku wspieranych ze środków publicznych oraz w pełni prywatnych inwestycji, które są aktywnie promowane.

Uchylanie się od odpowiedzialności historycznej

Porozumienie nie zapewnia wystarczającego finansowania, ale przede wszystkim ujawniło głębokie pęknięcia w dyplomacji klimatycznej. Bogate kraje zdają się nie przyjmować do wiadomości różnego ciężaru odpowiedzialności i część obciążeń finansowych przenoszą na kraje w trudnej sytuacji, które i tak najbardziej cierpią z powodu skutków zmiany klimatu. Państwa takie jak Indie, Kuba, Boliwia i Nigeria wyraziły oburzenie, oskarżając bogate kraje o uchylanie się od pokrycia kosztów historycznych emisji gazów cieplarnianych.

To lekceważenie całkowicie zniszczyło zaufanie, a poziom napięć był bezprecedensowy w historii negocjacji COP. Przyjęte zobowiązanie wysokości 300 mld USD ma się nijak do oszacowanego przez ekspertów ONZ biliona USD jako kwoty minimalnych inwestycji niezbędnych krajom rozwijającym się (bez Chin) do 2035 r.

Tonący brzytwy się chwyta

Najbiedniejsze i najbardziej narażone na zagrożenia kraje świata, w tym 45 państw najsłabiej rozwiniętych (LDC) i 40 małych państw wyspiarskich, w obliczu ogromnej presji politycznej ostatecznie przyjęły porozumienie. Obawa przed brakiem jakiegokolwiek porozumienia, zwłaszcza w obliczu przyszłej prezydentury Donalda Trumpa, zagrażającej dalszym postępom klimatycznym, zmusił je do przystania na to ultimatum. Dla wielu był to gorzki kompromis – pogodzić się z niedostatecznym finansowaniem, żeby mieć gwarancję natychmiastowej pomocy.

Cena odwlekania działań

To złe porozumienie nie tylko zadaje cios relacjom dyplomatycznym, ale będzie miało druzgocące skutki dla milionów ludzi. Ekstremalne warunki pogodowe, coraz wyższy poziom mórz i oceanów oraz deficyty zasobów już teraz sprawiają, że kraje w trudnej sytuacji znalazły się pod ścianą. Rządy bogatych krajów muszą wreszcie zrozumieć, że inwestowanie teraz w ochronę klimatu będzie kosztować znacznie mniej niż oczekiwanie na bajoński rachunek, który kiedyś matka natura w końcu nam wystawi.

Wynik COP29 pozostaje ostrzeżeniem – kryzys klimatyczny wymaga śmiałych, pilnych działań i sprawiedliwości wobec tych, których zmiana klimatu dotyka najbardziej. Unikając zobowiązań o przełomowym charakterze, z roku na rok tylko pogłębiamy przepaść między globalną Północą a Południem, co podważa istotę globalnej współpracy w dziedzinie klimatu.

Nie mamy wątpliwości, że na COP30 walka o sprawiedliwość klimatyczną wciąż będzie się toczyć.

Adélaïde Charlier jest 23-letnią europejską działaczką na rzecz sprawiedliwości klimatycznej. Jest szerzej znana jako współzałożycielka ruchu „Youth for Climate Belgium”. Obecnie tworzy organizację „The Bridge” łączącą sprawy młodzieży z polityką klimatyczną. W 2024 r. Forbes wymienił ją wśród 30 najbardziej obiecujących osobowości poniżej 30. roku życia (30under30).

Bułgaria i Rumunia płacą wysoką cenę gospodarczą i polityczną za niekorzystanie w pełni z systemu Schengen, co ma również negatywny wpływ na konkurencyjność i wzrost gospodarczy UE. Najwyższy czas, aby Rada UE wyznaczyła termin zniesienia kontroli na granicach lądowych między tymi dwoma krajami, a pozostałymi państwami członkowskimi strefy Schengen, pisze sprawozdawczyni Marija Minczewa w swojej opinii „Koszt nieprzystąpienia do strefy Schengen dla jednolitego rynku – skutki dla Bułgarii i Rumunii”.  (ll)

Bułgaria i Rumunia płacą wysoką cenę gospodarczą i polityczną za niekorzystanie w pełni z systemu Schengen, co ma również negatywny wpływ na konkurencyjność i wzrost gospodarczy UE. Najwyższy czas, aby Rada UE wyznaczyła termin zniesienia kontroli na granicach lądowych między tymi dwoma krajami, a pozostałymi państwami członkowskimi strefy Schengen, pisze sprawozdawczyni Marija Minczewa w swojej opinii „Koszt nieprzystąpienia do strefy Schengen dla jednolitego rynku – skutki dla Bułgarii i Rumunii”.  (ll)

Marija Minczewa

Bułgaria i Rumunia spełniły warunki przystąpienia do strefy Schengen w 2011 r. Jednak 13 lat później nadal nie przyznano im pełnych korzyści wynikających ze swobody przepływu. Niespójność ta ma cenę polityczną i napędza eurosceptycyzm.

Marija Minczewa

Bułgaria i Rumunia spełniły warunki przystąpienia do strefy Schengen w 2011 r. Jednak 13 lat później nadal nie przyznano im pełnych korzyści wynikających ze swobody przepływu. Niespójność ta ma cenę polityczną i napędza eurosceptycyzm.

Na posiedzeniu Rady 22 listopada w Budapeszcie ministrowie spraw wewnętrznych Węgier, Austrii, Bułgarii i Rumunii uzgodnili, że „podejmą niezbędne kroki” w celu ustalenia daty zniesienia kontroli na granicach lądowych, z zastrzeżeniem większych wysiłków na rzecz powstrzymania nielegalnych migrantów przybywających szlakiem zachodniobałkańskim.

Układ z Schengen ma zasadnicze znaczenie dla swobodnego przepływu osób, towarów, usług i kapitału w UE i jest kluczowym czynnikiem sukcesu gospodarczego UE. Ograniczenia osłabiają konkurencyjność i wzrost gospodarczy UE oraz utrudniają realizację społecznej gospodarki rynkowej przewidzianej w Traktatach.

Od lat państwa członkowskie tymczasowo przywracają kontrole graniczne. Nie oceniono jednak skutków gospodarczych i społecznych tych decyzji dla jednolitego rynku. Komisja Europejska ocenia fizyczne bariery w handlu, ale dotyczy to jedynie blokad granicznych, demonstracji i ataków na samochody ciężarowe. Skutki kontroli na granicach lądowych, w tym tymczasowe przywrócenie kontroli granicznych przez państwa członkowskie strefy Schengen, nie są brane pod uwagę.

W 2023 r. Rada postanowiła znieść od 31 marca 2024 r. kontrole na wewnętrznych granicach powietrznych i morskich z Bułgarią i Rumunią. Utrzymano jednak kontrole na wewnętrznych granicach lądowych, bez określenia terminu ich zniesienia, co powoduje znaczne koszty i uniemożliwia przedsiębiorstwom czerpanie pełnych korzyści z jednolitego rynku.

Poprzez działania na rzecz pełnej integracji Bułgarii i Rumunii ze strefą Schengen UE może wzmocnić swoją spójność wewnętrzną i zwiększyć konkurencyjność, przestrzegając podstawowych zasad swobodnego przepływu i solidarności, które leżą u podstaw projektu europejskiego.

Parlament Europejski argumentował, że brak przynależności do strefy Schengen może wpłynąć na oczekiwania rynkowe dotyczące statusu tych krajów w UE. Jest to sygnał polityczny, który może mieć wpływ na rentowność obligacji skarbowych, ceny aktywów finansowych i stopy procentowe dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych oraz zaszkodzić gospodarce realnej.

Oba kraje płacą miliardy euro rocznie z powodu zwiększonych kosztów związanych z logistyką, paliwami i kierowcami oraz z powodu opóźnień w dostawach towarów i sprzętu. Te koszty bezpośrednie są nieuchronnie przenoszone na konsumentów i mają wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne pracowników.

Sytuacja ta szkodzi też turystyce. Utrudnia ponadto swobodny przepływ siły roboczej, ograniczając pracownikom z Bułgarii i Rumunii możliwości poszukiwania zatrudnienia w sąsiednich państwach członkowskich. Ograniczenie to dotyczy budownictwa, rolnictwa i usług, które są w dużym stopniu uzależnione od pracowników sezonowych i tymczasowych.

W swoim sprawozdaniu na temat przyszłości jednolitego rynku Enrico Letta wzywa do stanowczego sprzeciwu wobec wszelkich prób ograniczenia swobody przemieszczania się między państwami członkowskimi, w tym ograniczeń technicznych na trasach i w transporcie drogowym, oraz wobec jakiegokolwiek zawieszania układu z Schengen.

Najwyższy czas, aby Rada wyznaczyła termin zniesienia kontroli na granicach lądowych między Bułgarią i Rumunią a innymi państwami członkowskimi, które należą do strefy Schengen. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zostać podjęta na posiedzeniu Rady UE ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w dniu 12 grudnia.

Rok postępu i obietnic: refleksje przewodniczącego Olivera Röpkego

Gdy rok 2024 dobiega końca, myślę o roku znaczących osiągnięć Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego (EKES-u). Wspólnie wzmocniliśmy głos społeczeństwa obywatelskiego i zasady demokratyczne oraz opowiedzieliśmy się za zrównoważonym rozwojem w Europie i na świecie.

Jednym z naszych najważniejszych, przełomowych wydarzeń było uruchomienie inicjatywy członków z krajów kandydujących do rozszerzenia, w ramach której przedstawiciele krajów kandydujących do UE zostali włączeni do procesów doradczych EKES-u. Inicjatywa ta potwierdza nasze zaangażowanie na rzecz przejrzystego i opartego na osiągnięciach procesu rozszerzenia, przygotowującego przyszłe państwa członkowskie do pełnego uczestnictwa w kształtowaniu UE.

Rok postępu i obietnic: refleksje przewodniczącego Olivera Röpkego

Gdy rok 2024 dobiega końca, myślę o roku znaczących osiągnięć Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego (EKES-u). Wspólnie wzmocniliśmy głos społeczeństwa obywatelskiego i zasady demokratyczne i opowiedzieliśmy się za zrównoważonym rozwojem w Europie i na świecie.

Jednym z naszych najważniejszych, przełomowych wydarzeń było uruchomienie inicjatywy członków z krajów kandydujących do rozszerzenia, w ramach której przedstawiciele krajów kandydujących do UE zostali włączeni do procesów doradczych EKES-u. Inicjatywa ta potwierdza nasze zaangażowanie na rzecz przejrzystego i opartego na osiągnięciach procesu rozszerzenia, przygotowującego przyszłe państwa członkowskie do pełnego uczestnictwa w kształtowaniu UE.

Rozszerzyliśmy globalne partnerstwa poprzez podpisanie protokołu ustaleń z brazylijską Radą Zrównoważonego Rozwoju Społeczno-Gospodarczego. Zacieśniło to współpracę w zakresie zrównoważonego rozwoju i demokracji, czego przykładem były moje spotkania z prezydentem Lulą da Silvą. . Na Szczycie Społecznym G-20 w Rio de Janeiro EKES odegrał kluczową rolę, opowiadając się za reformą zarządzania i zwiększeniem ochrony socjalnej wraz z prezydentem Lulą i rządem Brazylii. Podobnie nasze partnerstwo z Unią Afrykańską, sformalizowane we wspólnej deklaracji na Szczycie Przyszłości ONZ, podkreślało globalne zarządzanie sprzyjające włączeniu społecznemu i sprawiedliwe działania w dziedzinie klimatu. Te globalne inicjatywy uwypuklają coraz większy wpływ EKES-u na wspólne wyzwania.

W Europie Tydzień Społeczeństwa Obywatelskiego pokazał znaczenie zaangażowania obywateli w kształtowanie przyszłości UE. Na forum wysokiego szczebla w sprawie rozszerzenia potwierdziliśmy, że rozszerzenie dotyczy nie tylko przesuwania granic, ale także pogłębiania wspólnych wartości. Spotkania z przywódcami, takimi jak premier Albanii Edi Rama, koncentrowały się na zapewnieniu, by społeczeństwo obywatelskie odgrywało centralną rolę w negocjacjach akcesyjnych z UE. Uzupełnieniem tych wysiłków były dyskusje na temat transformacji cyfrowej na posiedzeniu Prezydium EKES-u w Warszawie, podczas których rozmawialiśmy o dostosowaniu postępu technologicznego do europejskich wartości sprawiedliwości i uczciwości. Wysiłki te stanowią podwaliny zbliżającej się polskiej prezydencji w Radzie UE.

W perspektywie 2025 r. skupiamy się na wzmacnianiu demokracji uczestniczącej, zwiększaniu sprawiedliwości społecznej i stawianiu czoła globalnym wyzwaniom, takim jak zmiana klimatu i cyfryzacja. EKES będzie nadal niestrudzenie działać na rzecz Europy, która słucha, inspiruje i nie pozostawia nikogo w tyle.

Oby nadchodzący rok przyniósł wszystkim pokój, postęp i dobrobyt! 

My – kobiety z obszarów wiejskich – nie chcemy twojej litości czy współczucia. Chcemy uznania i docenienia jako sojuszniczki w dążeniu do zrównoważonego rozwoju. Potrzebujemy szans i podstawowych usług wysokiej jakości, aby móc pozostać w naszych regionach i dalej karmić cały świat – powiedziała Luz Haro Guanga, ekwadorska rolniczka i sekretarz wykonawcza Sieci Kobiet Wiejskich Ameryki Łacińskiej i Karaibów (RedLAC). Wystąpiła ona niedawno podczas debaty EKES-u pt. „Kobiety a potrójny kryzys planetarny”. W wywiadzie z „EKES Info” Luz Haro Guanga opowiedziała o skutkach zmiany klimatu w Ameryce Łacińskiej i o tym, dlaczego pomimo porażki COP16 nie możemy się poddać pesymizmowi w walce o bardziej zrównoważoną i zdrowszą planetę. 

My – kobiety z obszarów wiejskich – nie chcemy twojej litości czy współczucia. Chcemy uznania i docenienia jako sojuszniczki w dążeniu do zrównoważonego rozwoju. Potrzebujemy szans i podstawowych usług wysokiej jakości, aby móc pozostać w naszych regionach i dalej karmić cały świat – powiedziała Luz Haro Guanga, ekwadorska rolniczka i sekretarz wykonawcza Sieci Kobiet Wiejskich Ameryki Łacińskiej i Karaibów (RedLAC). Wystąpiła ona niedawno podczas debaty EKES-u pt. „Kobiety a potrójny kryzys planetarny”. W wywiadzie z „EKES Info” Luz Haro Guanga opowiedziała o skutkach zmiany klimatu w Ameryce Łacińskiej i o tym, dlaczego pomimo porażki COP16 nie możemy się poddać pesymizmowi w walce o bardziej zrównoważoną i zdrowszą planetę.

Reprezentowana przez Panią organizacja RedLAC uczestniczyła w COP16. Czy jest Pani rozczarowana wynikami konferencji, ponieważ nie osiągnięto konsensusu w sprawie finansowania ochrony przyrody i różnorodności biologicznej? Czy podczas COP16 udało się coś osiągnąć?

Haro Guanga: Jako Ekwadorka, pochodząca ze wsi, od 1980 r. walczę o prawa mieszkanek wsi w Ekwadorze. Ten prawie 40-letni okres nauczył mnie między innymi, że procesy społeczne wiążą się z ogromnym wysiłkiem, przynoszą niewiele natychmiastowych korzyści i przede wszystkim wymagają wytrwałości, konsekwencji i uporu. Wspaniale byłoby osiągnąć konsensus w sprawie finansowania ochrony przyrody i różnorodności biologicznej. Jednak jestem pewna, że głosy tysięcy kobiet i mężczyzn z obszarów wiejskich na COP16 były kroplą drążącą skałę i przemówiły do serc i umysłów ludzi, którzy wcześniej nie zamierzali poprzeć pilnych działań w dziedzinie klimatu.

Nie udało nam się osiągnąć naszego celu, lecz musimy nadal nalegać na to, by władze każdego miasta, społeczności i kraju przyjęły do wiadomości obecne realia i podjęły jak najlepsze decyzje na podstawie osobistych chęci, zasobów technicznych i woli politycznej, by uniknąć w przyszłości śmierci głodowej wielu ludzi wskutek zaniechania działań.

W jaki sposób zmiana klimatu oddziałuje na rdzenne mieszkanki i kobiety na obszarach wiejskich w Ameryce Łacińskiej?

Chciałabym zwrócić uwagę na pewne fakty zaczerpnięte z dokumentu opracowanego przez Międzyamerykańską Komisję Kobiet (CIM) z Organizacji Państw Amerykańskich (OPA) na podstawie dialogu z 70 przywódczyniami z 16 krajów. Proces dialogu rozpoczął się we wrześniu 2024 r. Dokument został przedstawiony na COP16 i zawierał opinie kobiet z obszarów wiejskich.

Stwierdzono w nim, że zmiana klimatu następuje we wszystkich krajach, w tym w Amerykach, i powoduje poważne skutki. Wymieniono przede wszystkim cztery zjawiska klimatyczne.

Długie susze: w niektórych krajach od miesięcy bardzo mało padało, przy czym kraje położone bardziej na południu zgłaszały długoletnie susze.

Wzrost temperatury znacznie przekracza normalny poziom: wysoka temperatura w połączeniu z suchą glebą przyczynia się do wielu pożarów (wybuchających samoistnie lub spowodowanych celowo przez człowieka). Susza potęguje te zjawiska, wpływając na życie i systemy o dużej różnorodności biologicznej. Na przykład w czasie, gdy w Brazylii odbywało się spotkanie, zgłoszono, że w stanie Piauí wystąpiło 300 pożarów.

Huragany: wspomniano, że opady deszczu są intensywne i występują krótkimi falami, czemu często towarzyszą huragany. Uczestnicy z Ameryki Środkowej, Meksyku, Republiki Dominikańskiej i obszarów przybrzeżnych w Kolumbii skarżyli się na wzrost intensywności i częstotliwości huraganów oraz burz tropikalnych, które odbijają się na ich regionach.

Zmiany w rozkładzie opadów deszczu: na wszystkich spotkaniach padały te same słowa: „pada, kiedy najmniej się tego spodziewamy”. A mieszkańcy południa i Andów mówili o niespodziewanym mrozie, gradzie i śniegu. Ogólnie odnotowano mniejszą ilość opadów deszczu w skali roku, lecz podkreślono, że rzadko występujące deszcze są ulewne, powodują powodzie i klęski żywiołowe, utratę życia, infrastruktury, zniszczenia dróg i upraw. To wszystko rzutuje na warunki życia, zwłaszcza na obszarach wiejskich. Jeden z uczestników podsumował to stwierdzeniem, że „czasami opady deszczu są przerażające”.

Natomiast niezrównoważone praktyki powodują uszczuplenie zasobów naturalnych. Najbardziej niepokojącymi i często poruszanymi tematami były: pozyskiwanie drewna lub wylesianie lasów i namorzynów; wzniecane celowo pożary leśne; nieodpowiednia gospodarka zasobami wodnymi; zanieczyszczenie; rozpowszechnienie intensywnej, ekspansywnej, wodochłonnej i zanieczyszczającej działalności oraz nadmierne stosowanie chemikaliów rolniczych, herbicydów i pestycydów.

Rzucała się też w oczy bezczynność niektórych władz lokalnych i krajowych, które nie opracowywały ram regulacyjnych w celu ograniczenia niszczycielskich działań i propagowania zrównoważonych strategii produkcji. W niektórych krajach istnieją przepisy, lecz z powodu korupcji lub osobistych interesów politycznych władze ich nie wdrażają.

Wzywa się zatem międzynarodowych przywódców do wywierania większej presji na państwa, aby przestrzegały podpisanych przez siebie umów dotyczących różnorodności biologicznej i zmiany klimatu.

Jak postrzega Pani kierunek, w którym zmierzają przeciwdziałanie zmianie klimatu i ochrona środowiska? Optymistycznie czy pesymistycznie? Co Pani zdaniem należy zrobić?

Jeśli nie będziemy mieć wielkich ambicji, to nie osiągniemy wielkich rzeczy. Zważywszy, że zmiana klimatu na nas oddziałuje, a jej skutki szybko się nasilają, nie możemy przestać zabiegać o to, by decydenci zajęli się tymi zasadniczymi i priorytetowymi kwestiami, nie tylko pod względem finansowania, lecz również koordynacji, współpracy, ograniczenia egoizmu i stronniczej zapalczywości w polityce.

Wierzę, że jeżeli będziemy nadal wzywać do działania, zabierać głos, wytrwale podtrzymywać długofalowe procesy społeczne oraz zawierać strategiczne sojusze w obu Amerykach i na całym świecie, to będziemy potrafili wpływać na politykę publiczną. Trzeba też dopilnować, by osoby sprawujące władzę lub mające moc decyzyjną kierowały się przekonaniem, że pilnie potrzebne jest przeciwdziałanie zmianie klimatu, a także zapobieganie jej nasilającym się szkodliwym i destrukcyjnym konsekwencjom dla planety: pożarom, monokulturom, masowemu użyciu środków owadobójczych i chemikaliów, niszczeniu zbiorników wodnych, źródeł wody i oczyszczania ścieków, masowym połowom itp.

Pesymizm osłabi nasze głosy i ostatecznie spowoduje rezygnację z działania i walki. Czas nagli i nie możemy poddawać się pesymizmowi, gdyż pomimo negatywnych zjawisk musimy kontynuować walkę o zdrowszą i bardziej zrównoważoną planetę. Jest to sprawa życia i śmierci dla obecnych i przyszłych pokoleń!

Nasze działania są już bardzo spóźnione. Ale jeszcze teraz możemy zacząć zmieniać podejście i przyjmować zobowiązania na rzecz wszystkich ludzi.

Luz Haro Guanga jest ekwadorską rolniczką, sekretarz wykonawczą Sieci Kobiet Wiejskich Ameryki Łacińskiej i Karaibów (RedLAC) oraz przewodniczącą sekcji technicznej RedLAC w Ekwadorze FUNMUJERURAL-e. RedLAC jest organizacją społeczną skupiającą ponad dwieście stowarzyszeń kobiet wiejskich z całej Ameryki Łacińskiej i obszaru Karaibów. Powstała w 1990 r. w Argentynie i stawia sobie za cel propagowanie skutecznego obywatelskiego i politycznego udziału kobiet z obszarów wiejskich. Dzięki wieloletnim wysiłkom RedLAC Organizacja Państw Amerykańskich (OPA) ogłosiła lata 2024–2034 międzyamerykańską dekadą praw wszystkich kobiet, nastolatek i dziewczynek na obszarach wiejskich w Amerykach.

Andrej Gniot

Żeby trafić do aresztu w Białorusi, wystarczy wybrać niewłaściwy zawód. Co więcej, za tak fatalny wybór można być aresztowanym nawet w środku Europy, np. w Serbii, a tak prestiżowa organizacja międzynarodowa, jak Interpol, jeszcze to ułatwi. Przemawia przeze mnie sarkazm i gorycz, jednak nie przesadzam. Nazywam się Andrej Gniot. Jestem białoruskim filmowcem, dziennikarzem i byłym więźniem politycznym. Oto moja historia.

Andrej Gniot

Żeby trafić do aresztu w Białorusi, wystarczy wybrać niewłaściwy zawód. Co więcej, za tak fatalny wybór można być aresztowanym nawet w środku Europy, np. w Serbii, a tak prestiżowa organizacja międzynarodowa, jak Interpol, jeszcze to ułatwi. Przemawia przeze mnie sarkazm i gorycz, jednak nie przesadzam. Nazywam się Andrej Gniot. Jestem białoruskim filmowcem, dziennikarzem i byłym więźniem politycznym. Oto moja historia.

W 1999 r. postanowiłem, że będę dziennikarzem – miałem wtedy 17 lat. Telewizja i radio były moją pasją, marzeniem i hobby. Czy nastolatek może wyobrazić sobie, że w jego kraju niezależne dziennikarstwo będzie uważane za ekstremizm, a wszystkie dozwolone media zostaną sprowadzone do tuby propagandowej? Nie, nikt z nas nie spodziewał się, że do tego dojdzie w Europie w XXI wieku. Tymczasem dokładnie tak jest teraz w Białorusi rządzonej przez dyktatora – nie ma w niej ani jednego niezależnego ośrodka medialnego. Wszystkie media są własnością państwa. Państwo ściśle kontroluje politykę redakcyjną, która brzmi krótko: chwalimy samozwańcze rządy Łukaszenki, a kto ośmieli się je skrytykować, choćby i konstruktywnie, zostaje nazwany „wrogiem narodu” – to określenie zapożyczone jeszcze z czasów komunizmu.

I tak w 2005 r. jako młody i naiwny absolwent dziennikarstwa próbowałem znaleźć swoje miejsce w tym zawodzie. Podczas studiów i po ich zakończeniu zdobyłem wiele praktycznych doświadczeń w telewizji i radiu. Dokładnie wiedziałem, czego chciałem. Jednak zakres możliwości szybko się kurczył – prywatne radiostacje znikały lub były przejmowane przez państwo, a niezależne stacje telewizyjne nie miały nawet zapewnionej częstotliwości nadawczej. Wybór był prosty – można było albo zająć się propagandą, albo unikać niewygodnych tematów i ograniczyć się do nieszkodliwej rozrywki. Dziennikarstwo w Białorusi przetrwało tylko dzięki kilku gazetom i niezależnym portalom internetowym. Wiele dziennikarek i dziennikarzy odeszło z zawodu, wielu poddawano represjom. Białoruskie Ministerstwo Informacji regularnie wysyłało ostrzeżenia do mediów. Wystarczyły tylko trzy takie ostrzeżenia, by radiu czy gazecie cofnąć licencje. Według Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy w latach 2020–2024 liczba gazet spadła o 21 %. Ostały się jedynie niegroźne tytuły, adresowane np. do miłośników spędzania czasu na daczy, amatorów dowcipów czy krzyżówek. Wszystkie niezależne wydawnictwa społeczno-polityczne albo zostały zamknięte, albo rezygnowały z druku, ponieważ ich funkcjonowanie stało się niemożliwe.

Na szczęście znalazłem dla siebie kompromisowe rozwiązanie: w sferze publicznej przestawiłem się na reżyserię i działalność kreatywną – z dużym sukcesem. Jednocześnie jako wolontariusz kontynuowałem pracę dziennikarską, nie ujawniając nazwiska, aby się nie narażać. Okazało się to skuteczną taktyką. Dzięki doświadczeniu i kontaktom zawodowym od 2020 r. mogłem dostarczać niezależnym mediom aktualne materiały wideo, a także zaangażować się w działalność obywatelską i polityczną – byłem współzałożycielem ruchu obywatelskiego na rzecz praw człowieka „Wolne Stowarzyszenie Sportowców Białorusi SOS.BY”. Oskarżano mnie o stronniczość i tendencyjność, choć tak naprawdę tylko opowiedziałem się za swoimi rodakami. Jednak dyktatura nie ma nic wspólnego z obiektywizmem, tak samo zresztą jak propaganda z dziennikarstwem.

W 2021 r. w rankingu wolności prasy Białoruś znalazła się na 158. pozycji spośród 180. W porównaniu z 2020 r. był to spadek o pięć miejsc. „Białoruś jest dla pracowników mediów najbardziej niebezpiecznym krajem w Europie” – ostrzega międzynarodowa organizacja praw człowieka Reporterzy bez Granic.

Warto zwrócić uwagę na preferencje informacyjne Białorusinów w roku 2020, który był rokiem protestów – dla 60% respondentów głównym źródłem informacji był internet i media społecznościowe. Telewizja – tylko dla 11% respondentów. Media drukowane – dla 7%, a radio – dla 5%. Gdy reżim dyktatorski zdał sobie z tego sprawę, zaczął działać ostro i bezkompromisowo. Najważniejszą zmianą stała się walka z tzw. ekstremizmem jako podstawa cenzury i prześladowań. Władze zaczęły blokować dostęp do treści tych mediów, które prowadziły swoją działalność z zagranicy, a wszelką współpracę z nimi uznały za przejaw ekstremizmu.

Pod koniec 2023 r. w Białorusi w więzieniu przebywało 32 dziennikarek i dziennikarzy. W ośrodkach detencyjnych byli poddawani naciskom i nieludzkiemu traktowaniu. Działacze na rzecz praw człowieka donoszą, że bloger i dziennikarz Radia Swoboda Ihar Łosik w kolonii więziennej przez dłuższy czas prowadził strajk głodowy, a następnie kaleczył sobie ręce i szyję. Za swoją działalność został skazany na 15 lat więzienia. Władze nasiliły postępowania karne za wszelkie formy współpracy z niezależnymi mediami, które określano jako „formacje ekstremistyczne”. Reżim białoruski posunął się nawet do tego, że prześladuje nie tylko przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, ale również zwykłych obywateli, którzy komentują wszelkie wydarzenia społeczne i polityczne dla dziennikarzy.

31 października 2024 r. moje osobiste konto na Instagramie uznano za „materiał ekstremistyczny”. To oznacza, że nie tylko ja, ale również wszyscy moi obserwatorzy na Białorusi będą ścigani za subskrybowanie mojego konta. Ponad 5 tys. zasobów internetowych w Białorusi dyktatura zaklasyfikowała jako ekstremistyczne. Chyba żaden inny kraj europejski nie może się poszczycić tak imponującymi statystykami. Czy sytuacji dziennikarstwa w naszym kraju poświęca się wystarczającą uwagę? Szczerze mówiąc – nie. Zbyt mało się o tym mówi i zbyt mało się robi. Tymczasem białoruski reżim nie tylko rozmontował same struktury dziennikarstwa, ale przede wszystkim fizycznie niszczy dziennikarzy.

Usiłuje również prześladować dziennikarzy i działaczy poza granicami Białorusi. Mój przykład dobitnie pokazuje, na czym to polega. Białoruska dyktatura do swych ponurych celów nauczyła się wykorzystywać instytucje demokratyczne. Dziennikarzy, działaczki, blogerów, aktywnych politycznie obywateli ściga się za przestępstwa podatkowe, głównie za niepłacenie podatków w minionych latach. Stanowi to świetną zasłonę dymną, która pozwala ukryć faktyczne motywy polityczne leżące u podstaw prześladowań. Działacz na rzecz praw człowieka i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Aleś Bialacki jest w więzieniu pod zarzutem finansowym. Redaktor naczelna niezależnego portalu informacyjnego „TUT.BY” (zlikwidowanego przez reżim w 2020 r.) i jej redakcyjni koledzy trafili do więzienia na podstawie tego samego artykułu dotyczącego przestępstw finansowych. Tenże artykuł zaakceptował Interpol jako podstawę do poszukiwania mnie. Interpolowi prawie osiem miesięcy zajęło dochodzenie wewnętrzne, które wykazało, że poszukiwanie mnie narusza art. 2 i 3 jego statutu. Mimo to zostałem aresztowany i spędziłem w głównym więzieniu w Belgradzie siedem miesięcy i sześć dni. Przez pięć miesięcy przebywałem w areszcie domowym o znacznych ograniczeniach. Sąd Najwyższy Serbii dwukrotnie orzekł o wydaniu mnie dyktatorskim władzom Białorusi. Mój adwokat i ja dwukrotnie skutecznie odwołaliśmy się od tej decyzji o ekstradycji. Cała ta walka zabrała mi w sumie rok życia, zrujnowała zdrowie fizyczne i psychiczne. Wszystko przez to, że wybrałem niewłaściwy zawód w złym kraju. Tylko dlatego, że miałem swoje zdanie i wyrażałem je poprzez aktywne obywatelstwo.

Na szczęście udało mi się wygrać – w przeciwnym razie nie czytalibyście tych słów. Dzięki niewiarygodnej solidarności dziennikarzy, polityków, społeczeństwa obywatelskiego i organizacji praw człowieka wydostałem się z Serbii i bezpiecznie dotarłem do Berlina. Dla mnie to jednak nie koniec. Wciąż dochodzę do siebie i myślę o walce, która mnie czeka. Mój zawód jest moim powołaniem – nawet jeśli niektórzy uważają go za ekstremizm. Wiem, że niezależne dziennikarstwo jest integralną częścią tego demokratycznego społeczeństwa, które Białorusini chcą zbudować. Liczymy, że do tego ważnego celu nie będziemy dążyć osamotnieni.

Peter Schmidt, Diandra Ní Bhuachalla i Arnaud Schwartz

Jako przedstawiciel społeczeństwa obywatelskiego UE na COP29 w stolicy Azerbejdżanu Baku – EKES opowiedział się za pilnymi i konkretnymi działaniami w dziedzinie klimatu oraz za nadaniem priorytetu sprawiedliwości społecznej i środowiskowej w negocjacjach klimatycznych. 

Peter Schmidt, Diandra Ní Bhuachalla i Arnaud Schwartz

Jako przedstawiciel społeczeństwa obywatelskiego UE na COP29 w stolicy Azerbejdżanu Baku – EKES opowiedział się za pilnymi i konkretnymi działaniami w dziedzinie klimatu oraz za nadaniem priorytetu sprawiedliwości społecznej i środowiskowej w negocjacjach klimatycznych. 

Przewodniczący grupy ad hoc ds. COP Peter Schmidt opowiedział nam o głównych postulatach EKES-u w dziedzinie finansowania działań w związku ze zmianą klimatu, które było głównym tematem COP29.

Peter Schmidt: Gwałtowne nasilenie się ekstremalnych zdarzeń meteorologicznych na całym świecie jest sygnałem alarmowym przypominającym o konieczności wyznaczenia ambitniejszych celów klimatycznych. Wziąwszy pod uwagę, że ten rok będzie zapewne najcieplejszym w historii, coraz częściej dochodzi do coraz poważniejszych antropogenicznych klęsk klimatycznych, takich jak powodzie, pożary roślinności i susze. Klęski te potęgują nierówności społeczne. Zaniechanie działań w dziedzinie klimatu jest znacznie bardziej kosztowne od działania.

Stawka COP29 jest wysoka. Porozumienie w sprawie globalnych rozwiązań w zakresie finansowania działań w związku ze zmianą klimatu ma kolosalne znaczenie dla krajów rozwijających się, gdyż pozwoli im uwolnić środki na ten cel. Podczas COP29 w Baku EKES przedstawił zalecenia oparte na naszej opinii w sprawie finansowania działań w związku ze zmianą klimatu i skupił się na przekształceniu międzynarodowej architektury finansowej w celu odblokowania oraz usprawnienia finansowania i zapewnienia jego dostępności.

Podkreśliliśmy potrzebę wytyczenia nowego zbiorowego celu ilościowego, by wypełnić luki w finansowaniu oraz sprawić, by było ono bardziej adekwatne do założeń, przyjazne dla różnorodności biologicznej, skuteczne i precyzyjnie ukierunkowane na kraje i społeczności najbardziej wrażliwe na zmianę klimatu. Przepływy na finansowanie działań w związku ze zmianą klimatu powinny opierać się na zasadach sprawiedliwej transformacji zgodnie z porozumieniem paryskim oraz – przede wszystkim – z celami zrównoważonego rozwoju. Zasadnicze znaczenie mają długofalowe zobowiązania zarówno podmiotów publicznych, jak i prywatnych. Finanse publiczne odegrają pierwszoplanową rolę w uruchomieniu i ograniczeniu ryzyka inwestycji prywatnych w inicjatywy klimatyczne.

Chociaż należy umożliwić dostęp do finansowania lokalnych inicjatyw i ruchów oddolnych, to Komitet postuluje również przyjęcie kompleksowego podejścia, by przerwać cykl zadłużenia i niedoinwestowania w zakresie przystosowania się do zmiany klimatu. Apelujemy o sprawiedliwy podział funduszy klimatycznych w celu wyeliminowania dysproporcji. Ponadto zaangażowanie społeczeństwa obywatelskiego jest niezbędne do wypracowania inkluzywnego i demokratycznego podejścia, które zapewni skuteczność i zrównoważoność inwestycji klimatycznych.

Młodzieżowa delegatka EKES-u na COP (w latach 2023–2025) Diandra Ní Bhuachalla opowiedziała, jakie oczekiwania wiąże z COP29. Jakie najpilniejsze kwestie klimatyczne wymagają rozwiązania w pierwszej kolejności z punktu widzenia młodej osoby?

Diandra Ní Bhuachalla: Po rozczarowaniu wynikami COP28 starałam się nie pokładać zbyt dużych nadziei w COP29. Zdawałam sobie sprawę, że wyniki kolejnej corocznej konferencji nie będą w pełni satysfakcjonujące ze względu na wybór przewodnictwa kraju, który jest w dużym stopniu zależny od dochodów z paliw kopalnych, i trudno mi było zachować optymizm.

Na usystematyzowanych spotkaniach młodzieżowej grupy zadaniowej skonsultowałam się jednak z organizacjami młodzieżowymi z całej Europy w ramach programu delegatów młodzieżowych EKES-u na COP. Podjęłam decyzję, że najlepiej będzie skupić się na sprawiedliwości klimatycznej, sprawiedliwej transformacji, finansowaniu działań w związku ze zmianą klimatu, nowym zbiorowym celu ilościowym oraz zwiększeniu konstruktywnego udziału młodzieży w międzynarodowych procesach decyzyjnych.

Widziałam, jak wiele negocjacji w pierwszym tygodniu spełzło na niczym ze względu na całkowity brak konsensusu i współpracy, w tym w zakresie płci, finansowania działań w związku ze zmianą klimatu i sprawiedliwej transformacji. Mam świadomość, że znowu zbyt wiele oczekiwałam i dlatego postanowiłam włożyć wysiłek przede wszystkim w rzecznictwo na imprezach towarzyszących oraz spotkaniach dwustronnych. Liczę głównie na to, że zachowamy obecny sposób mówienia, zwłaszcza o prawach człowieka, i że poczynimy pewne postępy w przygotowaniach do konferencji COP30, z którą wszyscy wiążą największe nadzieje.

Ze względu na powiązanie zmiany klimatu i jej skutków z innymi dziedzinami życia nie odważę się na stworzenie hierarchii ważności czy pilności spraw. Młodzież niepokoi się o swoją przyszłość: o bezpieczeństwo zatrudnienia i konieczność zmiany kwalifikacji, mieszkanie, rodzinę, ochronę przed burzami, powodziami i erozją, zdrowie i jakość życia przyszłych dzieci, a nawet następnego pokolenia. Obawia się również, że będzie musiała brać udział w znacznie trudniejszych negocjacjach klimatycznych, gdy zajmie miejsce obecnych decydentów, ponieważ zbyt mało dzisiaj robimy, by powstrzymać wpływ zmiany klimatu, który będzie odczuwalny przez dziesiątki lat.

Już teraz potrzebujemy sprawiedliwości klimatycznej. Realistycznego finansowania działań w związku ze zmianą klimatu. Godziwego, sprawiedliwego i godnego zatrudnienia i transformacji energetycznej. Ambitnych celów. Wdrożenia.

Powszechnego zaangażowania.

COP16 w sprawie różnorodności biologicznej w październiku w Cali w Kolumbii zakończyło się chaosem i fiaskiem porozumienia w sprawie finansowania na rzecz przyrody. Zapytaliśmy Arnauda Schwartza, przedstawiciela EKES-u na COP16, czy pomimo tego niepowodzenia możemy zachować optymizm. Jakie działania należy podjąć, aby poczynić postępy w zakresie ochrony różnorodności biologicznej?

Arnaud Schwartz: Potrzebujemy 200 mld USD rocznie. Według ONZ jest to kwota potrzebna do realizacji celów w zakresie różnorodności biologicznej (w tym wszelkiego rodzaju finansowanie – publiczne, prywatne, krajowe i międzynarodowe). O co w tym chodzi? Chodzi tu po prostu o powstrzymanie następującego coraz szybciej wymierania żywych organizmów, o odbudowę zasobów przyrodniczych oraz o ocalenie przyrody w świecie nadającym się do życia. Czyli o to, by zapobiec zagładzie przyrody wskutek chciwości i głupoty.

Jaka przyszłość maluje się po fiasku COP16?

Każdy z nas powinien zadać sobie i innym ludziom w swoim otoczeniu to pytanie. Tym bardziej, że – jak wiadomo – w samej Francji co roku ponad jedną czwartą tej kwoty przeznacza się na przygotowania do wojny lub na jej prowadzenie. W ujęciu globalnym spotkanie w Cali było zaprzepaszczeniem szansy, gdyż zabrakło woli politycznej i solidarności gospodarczej.

Jednak nie wszystko przepadło.

Widać światełko w tunelu: na tej COP, po około 30 latach uników, uznano rolę ludów tubylczych i społeczności lokalnych jako strażników różnorodności biologicznej, a także rolę społeczności pochodzenia afrykańskiego. Stworzono również nowy fundusz ONZ pod nazwą Fundusz Cali. W perspektywie długoterminowej będzie służyć do pobierania dobrowolnych składek od przedsiębiorstw prywatnych, z których połowa będzie trafiać do wyżej wymienionych grup. Uff!

Wreszcie dostrzeżono, że te grupy są...

Są częścią nas, a my jesteśmy ich częścią. Aby dalej podążać wspólną ścieżką, dla wspólnego dobra należałoby zacząć od przywrócenia gospodarki na odpowiednie tory. A zatem... Na co czekamy? By przestać podcinać gałąź, na której siedzimy, musimy zrewidować finanse międzynarodowe i zasady handlowe.

Delegaci EKES-u na COP29 Peter Schmidt i Diandra Ní Bhuachalla skupili się na finansowania działań w związku ze zmianą klimatu, kierując się ostatnią opinią Komitetu „Finansowanie działań w związku ze zmianą klimatu: nowy plan działania na rzecz osiągnięcia ambitnych celów klimatycznych i celów zrównoważonego rozwoju”. Tematem jednego z głównych wydarzeń prowadzonych przez EKES w Baku 18 listopada była „Globalna perspektywa wspierania sprawiedliwej transformacji w sektorze rolno-spożywczym”. Przy tej okazji pochylono się nad kwestią tworzenia zrównoważonych, niskoemisyjnych systemów żywnościowych, które byłyby sprawiedliwe dla rolników, pracowników łańcucha żywnościowego oraz przyszłych pokoleń. Celem było usprawnienie współpracy między decydentami a społeczeństwem obywatelskim, wzmocnienie głosów globalnego Południa i wypracowanie inkluzywnych rozwiązań klimatycznych dla wszystkich.

Arnaud Schwartz wziął udział w spotkaniach jako członek delegacji UE i zaapelował o większą synergię między procesami ONZ dotyczącymi różnorodności biologicznej (CBD) i zmiany klimatu (UNFCCC), wycofanie dotacji o skutkach szkodliwych dla środowiska, by uwolnić większe środki finansowe, a także o aktywniejszą rolę zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego we wdrażaniu globalnych ram różnorodności biologicznej z Kunmingu/Montrealu. Więcej informacji o wkładzie EKES-u w COP16 można znaleźć tutaj.

Arnaud Schwartz jest sprawozdawcą opinii EKES-u „Kompleksowa strategia na rzecz różnorodności biologicznej na COP16: połączenie wszystkich sektorów na rzecz wspólnego celu”.

Komitet popiera wysiłki, by stworzyć ekosystem przemysłowy, który będzie mocniej nakierowany na człowieka i lepiej dostosowany do wyzwań przyszłości. Równocześnie apeluje o dogłębną debatę nad przemysłem 5.0 oraz jego skutkami społecznymi i gospodarczymi.

Komitet popiera wysiłki, by stworzyć ekosystem przemysłowy, który będzie mocniej nakierowany na człowieka i lepiej dostosowany do wyzwań przyszłości. Równocześnie apeluje o dogłębną debatę nad przemysłem 5.0 oraz jego skutkami społecznymi i gospodarczymi.

Przemysł 5.0 stawia kwestie społeczne i środowiskowe w samym centrum procesów biznesowych. W ten sposób idzie dalej niż przemysł 4.0, który kładł nacisk na cyfryzację i automatyzację. Komitet ostatnio przyjął opinię Przemysł 5.0 – jak to osiągnąć, w której poparł model przemysłowy ukierunkowany na ludzi, ceniący umiejętności i kreatywność człowieka.

W przemyśle 4.0 w dużej mierze pomijano wpływ automatyzacji na człowieka i zwracano niewielką uwagę na priorytety środowiskowe takie jak ograniczenie ilości odpadów, obieg zamknięty czy zielona energia. EKES zaznacza, że przemysł 5.0 powinien wypełnić te luki, przyznając pierwszeństwo wartościom demokratycznym, sprawiedliwości społecznej i zrównoważonej konkurencyjności. Giuseppe Guerini, sprawozdawca opinii w sprawie przemysłu 5.0, przekonuje, że transformacja cyfrowa powinna przyczynić się do powstania „nowego czystego ładu przemysłowego”, w którym kapitalną rolę będą odgrywały czynniki ludzkie i kreatywność człowieka.

W przemyśle 5.0 ludzie na nowo stają się osią produkcji, a ich wiedzę i umiejętności uznaje się za niezbędne dla osiągnięcia przewagi konkurencyjnej. Przemysł 5.0 równoważy automatyzację z ludzką kreatywnością, wykorzystując roboty współpracujące do powtarzalnych zadań oraz umożliwiając pracownikom skupienie się na projektowaniu, planowaniu i na obsłudze klienta. W tej zmianie paradygmatu kładzie się również nacisk na zdrowie i bezpieczeństwo pracowników oraz wsparcie dla osób zastąpionych przez automatyzację.

EKES wzywa instytucje UE, by wspierały przyszłościowy, ukierunkowany na człowieka ekosystem przemysłowy, który będzie się opierał na sprawiedliwości społecznej i inkluzywnej konkurencyjności. Popierając przemysł 5.0, Komitet wskazuje zarazem, że trzeba bardziej szczegółowo określić jego skutki gospodarcze, społeczne i technologiczne. Podwaliny tej wizji stanowią istniejące polityki europejskie, takie jak Zielony Ład, akt w sprawie sztucznej inteligencji czy program na rzecz umiejętności, jednak należy je uaktualnić, aby dostosować je do zasad przemysłu 5.0.

Aby przemysł 5.0 odniósł sukces, trzeba na wszystkich szczeblach zaangażować partnerów społecznych i pracowników. Dzięki takiemu inkluzywnemu podejściu powstanie środowisko pracy oparte na współpracy, które łączy atuty człowieka i maszyny. W ten sposób miejsca pracy staną się atrakcyjniejsze oraz bardziej innowacyjne i zrównoważone. (gb)